metamorfozy, fotograf Gdańsk, Fotografia Biznesowa, fotografia Gdańsk, fotografia korporacyjna, Fotografia W Gdańsku, Sesja z metamorfozą, Sesje do kalendarza, Sesje fotograficzne Gdańsk, Sesje fotograficzne w Gdańsku, Sesje pod gołym niebem, sesje rodzinne, Sesje W Plenerze, sesje zdjęciowe, Sesje zdjęciowe dla firm, Sesje zdjęciowe Gdańsk, Sesje zdjęciowe kalendarz, Sesje zdjęciowe w Gdańsku, Zdjęcia Gdańsk, Zdjęcia korporacyjne, Zdjęcia W Gdańsku, zdjęcia w plenerze, Zdjęcia z metamorfozą

Metamorfozy, dzieci, psy, rowery – kolejna sesja zdjęciowa do kalendarza PKS Gdańsk-Oliwa SA

Jak na październik to musicie przyznać, że lepiej nie mogliśmy trafić z pogodną i wyborem daty na sesję zdjęciową w plenerze. Oczywiście nie zmienia to faktu, że polecam z całego serca zdjęcia do kalendarza zaczynać robić wcześniej! Modelkom jest cieplej, wszyscy mają więcej czasu na wszystko, ogólnie większe prawdopodobieństwo sukcesu przy NIE zaczynaniu zdjęć do kalendarza w październiku – „Polecam, Michał AM-STUDiO”!

Tak, dziś kolejna odsłona planu zdjęciowego kalendarza PKS Gdańsk-Oliwa SA. Dla tych, którzy są kompletnie nie wiedzą o czym ja teraz mówią polecam poprzedni wpis.

Ale skoro naszym modelom nie jest wcale tak ciepło, bo Hallo! październik mamy, to można liczyć tylko na łut szczęścia i słoneczny dzień, bo profesjonalny retusz profesjonalnym retuszem, ale usuwanie gęsiej skórki i podkręcanie kolorytu skóry to jedno, a drugie to stety niestety po chwili marznięcia modelka zaczyna lekko gwiazdorzyć, znaczy zawsze gwiazdorzą prędzej czy później, ale tu wyjątkowo szybciej i to może być w sposób bardziej agresywny … i tak idzie … czego on kur… chce… co źle stoję… sam dupek źle stoi… nie uśmiecham się ? … jak kur… sam się niech uśmiecha, debil łysy stoi w bluzie i ciepło mu … jeden i drugi… co się kurna śmieją …  włosów by poszukali … :D    [Co ja wspominałem o tym zaczynaniu zdjęć w październiku:P].

Dobra, dobra marudzę trochę …. A było to tak: Tego dnia zdjęciowego mieliśmy zaplanowane dwie sesje fotograficzne w miejscach znajdujących się od siebie w niezbyt dalekiej odległości. Ale zanim sesja zdjęciowa to jeszcze modele … . Gosia była z Gdańska, ale już Karol, który pracuje na co dzień w oddziale Świecie przyjechał z Bydgoszczy. Niby odległość nie taka straszna, ale przy spotkaniu ustawionym na 7 rano stanowi pewne wyzwanie.

Każda sesja zdjęciowa zajmuje trochę czasu i nie są to dwie minutki: pyk, pyk, pstryk, pstryk i po sesji. To tak nie działa ;) Pierwsze zdjęcia zwykle są słabe i nadają się w komin. Modele muszą się rozkręcić, my ustawić sprzęt i światło. Tak w przybliżeniu 3 godziny na jedną sesję zdjęciową w plenerze trzeba liczyć lekką ręką, a my tego dnia zdjęciowego mieliśmy zaplanowane dwie sesje. Do tego należy dodać, że druga sesja zdjęciowa miała rozegrać się na Starym Mieście a tam w weekend z godziny na godzinę ludzi przybywa a co za tym idzie będzie ciężej. Fryzjerka z wizażystką potrzebują minimum 1-2 godzin (wiecznie je ganiałem)…..

Tak, spotkaliśmy się o 7 rano. W związku z tym Karol z żoną z Bydgoszczy wyjechali o 5. Spakowali dzieci w pidżamach do samochodu i nakierowali się na Gdańsk. Jednakże czego się nie robi dla funu i przygód.

Nie tylko Karol przyjechał z dzieciakami, ponieważ ekipa organizatorska również pojawiła się w powiększonym składzie, w końcu sobota. Sylwia z marketingu zabrała swoją dwójkę maluchów. Trochę marudzili, chociaż po zjedzeniu płatków i ciastek było już znacznie lepiej (szkoda tylko, że ciastek zostało tyle dla nas, że tylko do powąchania :) ).

I w sumie miała to być korporacyjna sesja zdjęciowa a wyszły zdjęcia rodzinne. Były bajki, ciastka, żelki, nowi przyjaciele i zabawa. Fryzjerka z wizażystką były lekko zdziwione przedziałem wiekowym ekipy, która się pojawiała. Trochę żałowały, że nie zabrały swoich dzieciaków. Takie kinder party ;) I teraz wyobraźcie sobie sytuacje … poprzedniego dnia wesele jakieś 100 km za Gdańskiem … Trzy godziny snu … kindersy … i na koniec Sylwia częstuje Cię jednym ciastkiem … noż mać,  żyć nie umierać ;D i jeszcze powie Ci … sama robiłam ;)  … patrzysz w pudełko … dwa ciastka … no się dziewczyna narobiłaaaaa ;) … Tak p. Sylwio my takie rzeczy pamiętamy ;) … wracając do meritum …

fotograf Gdańsk, Fotografia Biznesowa, fotografia Gdańsk, fotografia korporacyjna, Fotografia W Gdańsku, Sesja z metamorfozą, Sesje do kalendarza, Sesje fotograficzne Gdańsk, Sesje fotograficzne w Gdańsku, Sesje pod gołym niebem, sesje rodzinne, Sesje W Plenerze, sesje zdjęciowe, Sesje zdjęciowe dla firm, Sesje zdjęciowe Gdańsk, Sesje zdjęciowe kalendarz, Sesje zdjęciowe w Gdańsku, Zdjęcia Gdańsk, Zdjęcia korporacyjne, Zdjęcia W Gdańsku, zdjęcia w plenerze, Zdjęcia z metamorfozą

Umalowani, ubrani i wystylizowani pojechaliśmy na kawę na gdańską Stację de Lux, która idealnie wpasowywała się nam w klimat lat 60-tych. Tam czekał na nas już znajomy z motorem – historyczną Osą, która już nie jedną trasę w swoim życiu pokonała.  Czekała też na nas niespodzianka – całkiem niebrzydki samochód z XXI wieku zaparkowany tam gdzie zaplanowaliśmy robić zdjęcia. Samochód za cholerę nie wpisywał się w ogólną koncepcję sesji zdjęciowych stylizowanych na lata 60-te.  Na szczęścia auto było dość charakterystyczne a właściciele Stacji de Lux wiedzieli mniej więcej, gdzie można szukać właściciela. Także o 9:00 w niedziele w Gdańsku przed zdjęciami mieliśmy krótki jogging z interwałami, ponieważ schody były koniecznością – przeszliśmy całą kamienicę pytając czyj jest ten samochód na niemieckich blachach (oczywiście musiał mieszkać na ostatnim piętrze a my zaczęliśmy od parteru). Właściciel został odnaleziony dość sprawnie i okazał się całkiem miły a już na pewno bezproblemowy (aż się ciśnie na usta, że miły jak na Niemca, ale właściciel nie był Niemcem a Niemcy chyba nie są tacy źli jak ich malują, zresztą przecież Gdańsk to Danzing, to gdzie szukać niemieckich korzeni w Polsce jak nie tu). Także miły Niemiec, który nie był Niemcem zarzucił coś na grzbiet, zszedł na dół i przestawił auto.

Przejdźmy do sedna: Aktorzy tego dnia byli naprawdę dobrzy. Karol sprawdzał się w roli  amanta a Gosia strzelała miny, ale jak, ale ile, przecież migawka nie nadążała. Ta kobieta była tak szybka, że ona strzeliła 5 grymasów na twarzy, ja strzeliłem dwa razy z aparatu a światło zdążyło zareagować raz. Rany! Normalnie N-I-E-S-A-M-O-W-I-T-A. Stanowiła wyzwanie, żeby uchwycić wszystkie emocje, które wyraża twarzą. Tym razem to ja krzyczałem: WOLNIEJ! Naprawdę wspaniały duet :D

I tutaj popłynie kolejna konkluzja :D Którą dedykuje rodzinie z Torunia :D I to nie jest odosobniony przypadek … Uwaga!  Ludzie z Bydgoszczy są spoko :) Można? Można  polubić Tyfusów … czemu Tyfusy??? … Pojęcia nie mam :) Ciocia i mama mówią: Tyfus be!  nie lubimy ich  i tyle :) …  Choć jestem z Torunia to nie mam wczepionego genu anty-bydziowego, co za tym idzie nie mam problemu z dogadaniem się z nimi  :D Aczkolwiek pewnie trochę cwaniaczę … bo mamy w Trójmieście …   sklep IKEA od lat :D buhahahahhah … Z resztą o żarliwej nienawiści między miastami dowiedziałem się stosunkowo niedawno, w związku z czym zaliczyłem kilka wpadek, typowych faux pax, będąc w Bydgoszczy, powołując się na miejsce urodzenia – Toruń, myślałem tak blisko to som ziomy … nic bardziej mylnego … :) albo lepiej :D na weselu… ludzie z Bydgoszczy … z Ty walisz siema z Torunia jestem to prawie jak rodzina co nie ? … i patrzą jak na …. ;) z kolei podczas naszego pierwszego spotkania z  fantastycznym wodzirejem Marcellim  i jego zajefajną ekipą, okazało się że są de facto są z Torunia, ale uwaga… cały czas podejrzewali mnie o przynależność do Tyfusowego Gangu :D … no nie jest lekko ;)

Wracając do Stacji de Lux – kolejna konkluzja – kawa na Stacji była całkiem niezła a jak wiadomo,  my na punkcie kawy mamy lekkiego hopla. Skoro mówimy, że kawa jest niezła to możecie zakładać, że jest pyszna. Także uprzedzam, że jeżeli kiedyś ktoś z Was zaprosi nas kiedyś do biura lub domu i zaproponuje kawę, to może niechcący wyniknąć sprężenie zwrotne w stylu: „ – A jaką masz? – XXX – A to nie, wody poprosimy”. I nie wynika to z tego, że ignorujemy propozycję wspólnego napicia się kawy, tylko z tego, że kawa dla jest nas ważna. Co więcej powiem, że dla nas naprawdę bardzo ważna ;) To napój, który możemy pić w dużych ilościach! Stąd też omijamy szerokim łukiem rozpuszczalniaki i inne marketowe wynalazki. Mamy swoich dilerów kawowych Waldka i Sebe z Palarni kawy Olle Cafe (w ww artykule nie nie ma lokowania produktów ;) )

Odejdźmy jednak od tematu kawy a wejdźmy na temat zdjęć:

Ten dzień sesyjny był naprawdę przyjemny, bo nie dość, że wszystko poszło zgodnie z planem, pogoda dopisała, dostaliśmy niezłą kawę, to jeszcze pojeździliśmy rowerami retro firmy Electra po uliczkach Gdańska. Wtrącenie kolejne: Wiecie, że oni nawet wypożyczają te rowery na godziny? Świetna sprawa. Ja miałem różowy a Adam pomarańczowy. A Ani z marketingu został bagażnik różowego. I tak właśnie jadąc rowerami po Starym Mieście szukaliśmy idealnego miejsca do zdjęć. A zapomniałbym dodać, Adam jadąc na swoim pomarańczowym rowerze trzymał szklankę z kwiatami w ręku (full romantico – łysy, rower, kwiatki).

fotograf Gdańsk, Fotografia Biznesowa, fotografia Gdańsk, fotografia korporacyjna, Fotografia W Gdańsku, Sesja z metamorfozą, Sesje do kalendarza, Sesje fotograficzne Gdańsk, Sesje fotograficzne w Gdańsku, Sesje pod gołym niebem, sesje rodzinne, Sesje W Plenerze, sesje zdjęciowe, Sesje zdjęciowe dla firm, Sesje zdjęciowe Gdańsk, Sesje zdjęciowe kalendarz, Sesje zdjęciowe w Gdańsku, Zdjęcia Gdańsk, Zdjęcia korporacyjne, Zdjęcia W Gdańsku, zdjęcia w plenerze, Zdjęcia z metamorfozą

Z kwiatami wszystko byłoby spoko, gdyby Ania nie „pożyczyła” ich (razem ze szklanką) z zaprzyjaźnionej knajpy, nie powoziła ich w tej szklance z wodą w aucie kilka dni… tak, chce powiedzieć, że kwiaty a właściwie woda z nich z lekka nie pachniała pierwszą świeżością :P

W każdym razie, na zdjęciach nie czuć, że kwiaty śmierdzą, a wpasowywały się w konwencję idealnie. Resztę badyli do sesji zdjęciowej wykorzystaliśmy z tego co rosło w naszym otoczeniu, czyli można czytać – chwasty prosto z Ołowianki. Jest klimat prawda? Ania jeszcze w międzyczasie wymyśliła, że może do tej ekologiczności, stylizowanych rowerów, kwiatów, chwastów, bosych stóp wstawić psa. Taaaa po Ołowiance spacerują ludzie z psami. Nawet jeden z przechodniów zgodził się użyczyć psa tylko…. Pies biegał z prawej do lewej, Ania biegała za nim i razem zajefajnie rozpraszali nam modelki ;). Ogólnie rzecz ujmując pomysł był raczej z tych z gatunku kiepskich, bo pies nie pomagał tylko przeszkadzał, ale widok blondynki ganiającej za psem i próbującej skłonić go do współpracy czułymi słówkami  – bezcenny. Na szczęście zwierzę najbardziej pokochało Ewkę fryzjerkę i okazała się to miłość z wzajemnością, co nas bardzo ucieszyło, bo obydwoje zeszli nam z kadru:P Uf… Ci zleceniodawcy to czasami mają pomysły:P Na dodatek naprawdę nie mieliśmy czasu wiele, działaliśmy pod presją,  bo prąd pożyczyliśmy z jakiejś instalacji ciągnąc stu metrowy przedłużacz… więc kwestia czasu wykrycia go przez właścicieli instalki  :D

Dodajmy, że Magda (dziewczyna w czerwonych szelkach) była największą metamorfozą całego projektu kalendarza. Nikt jej nie poznaje! Koledzy, przyjaciele, nawet babcia jej nie chciała uwierzyć:P Ja w to mogę uwierzyć, bo nie do jednej metamorfozy dołożyłem ziarnko od siebie.  Magda mówi, że na co dzień się nie maluje, bo nie umie więc obawia się, że może być gorzej niż lepiej, jednakże jak zrobiła to wizażystka to dopiero było WOW. Także, czasami warto spróbować czegoś nowego. Nie żeby Magda po sesji zaczęła się malować, nie żeby to jej było nawet potrzebne! Ale metamorfozy z nią wspólnie dokonaliśmy i obydwojgu nam podoba się ta inna Magda na rowerze:)

Zobacz także