kalendarz firmowy, zdjęcia do kalendarza firmowego - PKS Gdańśk-Oliwa SA, trzeci dzień sesji zdjęciowej

Projekt kalendarz firmowy !

Jeżeli wydaje się Wam, że wyprodukowanie kalendarza pochłania mało czasu, wymaga niewielkich nakładów pieniędzy i tak właściwie to się samo zrobi, to myślimy o zupełnie różnych kalendarzach, jak i kierujemy się zupełnie innym podejściem do zadania.

W sumie to już na wstępie z działem marketingu PKS Gdańsk-Oliwa SA: ja ostrzegałem, ja mówiłem, ja powtarzałem… ale nikt mnie nie słuchał…. Wszystkie Panie się ładnie uśmiechały, a jedna walczyła z motylkami w brzuchu … cokolwiek to znaczy :) …

Dziewczyny z PKS Gdańsk-Oliwa SA wygrały tym, że ten kalendarz w ogóle powstał i tym, że nie ukrywajmy, jest się czym pochwalić ale…. paru osobom ten projekt wyjął miesiąc z życia.

Chociaż to był dobry miesiąc. Zaprzyjaźniliśmy się, miło spędziliśmy czas, wymieniliśmy się poglądami, czegoś wszyscy się nauczyliśmy i jeszcze w efekcie powstał świetny, 15-sto stronicowy kalendarz z udziałem trzydziestu dziewięciu wystylizowanych na lata 60-te pracowników spółki PKS Gdańsk-Oliwa SA.

Dziś fotografie z trzeciego dnia zdjęciowego, który był dla nas jednym z najtrudniejszych.

Tego dnia realizowaliśmy dwie karty kalendarza pierwszą i ostatnią, a na planie zdjęciowym mieliśmy osiem osób. Zwykle zakładamy, że trzy osoby na jednej fotografii to już wyzwanie a co dopiero pięć i trzy! Ten mrugnie, temu ptaszek przeleci, ten się na coś zagapi… Jeden patrzy w światło, drugi patrzy na mnie i już prawie…, prawie… wszyscy patrzą w jednym kierunku więc bęc zdjęcie i ku** … mrugnął, bęc … zrobił głupią minę…, bęc … światło nie strzeliło… Adam się potknął … Michał rzucił słabym sucharem … eh…

Dziewczyny z PKS Gdańsk-Oliwa SA też miały nie lada wyzwanie tą całą grupę ogarnąć, ubrać, przetransportować….

Przy tym projekcie wspierały nas: nasza cudowna Ewka fryzjerka, Dorota wizażystka i stylistka … Chyba Katarzyna … Do imion mam słabość, ale szpile stylistki pamiętam dobrze :)

Pojawili się też: trójmiejski PitStop wystylizował gokarta na lata 60-te, dział drobnicy PKSu (w końcu to firma transportowa) zajął się dostarczeniem pojazdu, Hipodrom udzielił pozwolenia na zabawę na trawie (oby bez drona, bo konie się boją, a tu się jeździ!).

Ja z Adamem to nie wiem czy więcej napracowaliśmy się robiąc zdjęcia czy wcielając się w rolę tragaczo-siłaczo-przusuwaczo-pracowników fizycznych. Ale jak trzeba, to trzeba. Wskoczyliśmy w sportowe ciuchy wożone w bagażnikach i do roboty ! (przy okazji staraliśmy się opalić łydki, oczywista z łydkami średnio poszło, ale nasze głowy nieźle się zjarały).

Ale zacznijmy od myślenia: Koncepcja: uczestniczymy w wyścigu. Pierwsza karta: Start. Druga karta wyścig trwa, jesteśmy w biegu. A więc…

Tor wyścigowy na Hipodromie to nawet by był, gdyby nie zdążył zarosnąć trawą … zresztą czego my się spodziewaliśmy jak tu wyścigi koni są organizowane raz do roku. Trybuny miały być w tle i niby nawet były, tylko trochę w złym miejscu… Trzeba będzie poprzestawiać.

„ – Hallo, gdzie Panowie to niosą? – krzyknęła młoda kobieta jadąca na koniu.

– Za chwilę oddamy! – gromkim głosem odpowiedziałem trzymając w ręku końską przeszkodę, a jednocześnie doskonale zdając sobie sprawę, że chwila to pojęcie względne”.

O dziwo jak przenosiliśmy trybuny to nikt za nami nie krzyczał…. Ha czujny Adam nawet nam prąd skombinował, 100 m przedłużacza i taraaaaa … Mamy własne słońce, które pracuje dla nas ;)

Na siłownie po zdjęciach to my już tego dnia nie mieliśmy potrzeby iść.

My tam przestawiamy Hipodrom a tu panie się z lekka nudzą. Pani Basia i Pani Wiesia lekko zniecierpliwione, że one tu umalowane, wyfryzowane a młodzi chłopcy (czyli my, rispekt, szacun! albo po prostu źle się przyjrzały) jeszcze coś tam ustawiają, przestawiają, zmieniają koncepcje. … Na szczęście był Maciek, ten przystojny facet z cygarem, który jak się później okazało, nie ma ręki do koni, ale ma gadkę do kobiet.

Także Maciek zabawia damy a my dźwigaliśmy dalej… Widzicie to?

Z samą sesją zdjęciową już nam poszło o niebo lepiej. Była karta symbolizując start, czyli była Starterka, był Sekundnik i była Dziewczyna z wyścigu.

Drugie ujęcie a tym samym ostatnia karta kalendarza miała symbolizować wygraną w wyścigu dzięki pracy zespołowej, dlatego też taka rozbieżność wieku wśród uczestników.

Po całym dniu pełnym wrażeń postanowiliśmy pstryknąć sobie wspólną pamiątkową fotkę. I od razu widać, że to nie my ją robiliśmy… nieba w cholerę, nóg w ogóle, dobrze, że my się chociaż trochę zmieściliśmy na tym zdjęciu. Niech zakończy to akcent postawiony na: „A światło Ci nie przeszkadzało?” – lewy górny róg ;)

I… i poszliśmy sprzątać cały ten chaos, do którego doprowadziliśmy na sopockim Hipodromie. Koniom oddaliśmy przeszkody, widzom barierki, prąd też byśmy oddali ale to tak jakbyśmy chcieli oddać zużytą chusteczkę do nosa … Chcielibyście odzyskać zużytą chusteczkę do nosa? No właśnie, ja też nie, więc … prądu nie oddaliśmy.

PKS Gdańsk-Oliwa SA – kalendarz firmowy

Z aspektów technicznych: w trakcie sesji kalendarza firmowego użyliśmy  body Nikon d810, obiektywu nikkor 70-200mm f2.8, softbox typu octa 140 cm oraz lampki Quantuum 600ws ;)

Zobacz także